Dużo nie brakowalo a dzisiaj spedzilibysmy kolejny dzien w miescie Boliwara. Okazalo sie, ze przy tutejszych klopotach zaopatrzeniowych (skad my to znamy) zabrakło paliwa do samolotu i to w kraju który stoi na ropie!!!!!
Musielibyśmy bardzo sprężać się z powrotem do Caracas więc byłoby niefajnie. Na szczescie paliwo znalazlo sie i zaraz lecimy w dzungle :-)
Jest dopiero 7 rano więc cały dzień (i upał) przed nami.
Dotarliśmy na lotnisko (szumna nazwa) i zabraliśmy sie awionetką do Canaimy czyli stolicy Parku Narodowego Canaimy. Awionetka zabrala cale 5 osób plus pilot z czego 4 osoby jak sie okazało z tej samej wyprawy (my i 2 Argentynczykow).
W canaimie zostaliśmy zakwaterowani w 2 pokojach w "hotelu"- ważne ze bylo lozko i lazienka (fotki). Przy samym hotelu szkola i kosciol. Osada bardzo sympatyczna nad laguna z podobno najpiękniejsza plaża w kraju. Poniwaza to pora sucha wiec wody malo ale za to co za woda!!!!!!! Ciepła i koloru Coca-coli - coś niesamowitego. To podobno od mineralow.
Jacek popłynął do wodospadu a ja stałam w wodzie i czekałam az mnie zedza male rybki ale nie wyszlo - tylko lekko skubaly :-)
nad laguna przygotowane chatki dla turystów ale było kompletnie pusto czyli my i kilku Holendrow. Cudowna cisza i spokoj - oby tak pozostało bo jesli ruszy tutaj masowa turystyka (jak na Ko Phi Phi w Tajlandii) to bedzie to koniec tej oazy a bylaby szkoda.
Po lunchu miejscowy przewodnik, Alex zabral nas łódką na drugi koniec laguny. Przeszlismy w gore do rzeki nad stopien wodny - kapiel wspaniała, woda ciepła(a to przecież to zima i w dodatku górska rzeka). Jacek jak wyszedl z wody, stwierdzil ze kapiel byla fajna tylko jego telefon nie jest zbyt zadowolony z tego :-(
Tak oto pożegnaliśmy iPhona czyli nasz kontak ze swiatem (na szczescie zabralismy w podroz stary egemplarz, ze bita szybka i wolno dzialajacy ale jednak dzialajacy). Trudno, najblizszy kontakt ze siatem dopiero w Caracas - ale nie wiadomo kiedy :-)
Po kąpieli weszliśmy korytem rzeki (pora sucha wiec i koryto bez wody) pod wodospad i dalej do nastepnej, cudnej laguny: zloty piasek, brązowa woda, palmy, słońce = prawdziwy raj!!!!
Wróciliśmy dalej na koniec pierwszej laguny i zrobilismy fajne fotki pod Salto sapio czyli wodospadem kotry super wyglada z samolotu i ktory na noc nie został wylaczony tylko szumiała cały czas!!!
Cudny dzień!